Matura 2008 wypracowanie przykład CKE

Analizując fragment Ody do młodości Adama Mickiewicza i wiersz Któż nam powróci Kazimierza Przerwy–Tetmajera, porównaj przedstawione w nich obrazy młodego pokolenia oraz stosunek młodych do pokolenia ojców. Wykorzystaj konteksty historycznoliterackie.

[spoiler]

Adam Mickiewicz Oda do młodości

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem,
I obleka w nadziei złote malowidła.
Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.
Patrz na dół – kędy wieczna mgła zaciemia
Obszar gnuśności zalany odmętem:
To ziemia!
Patrz, jak nad jej wody trupie
Wzbił się jakiś płaz w skorupie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali:
Nie lgnie do niego fala ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu:
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby!
Młodości! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Serca niebieskie poi wesele,
Kiedy je razem nić powiąże złota.
Razem, młodzi przyjaciele!…
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;
Jednością silni, rozumni szałem,
Razem, młodzi przyjaciele!…
I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
Jeżeli poległym ciałem
Dał innym szczebel do sławy grodu.
Razem, młodzi przyjaciele!…
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!
Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
Łam, czego rozum nie złamie:
Młodości! orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię.
Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!…
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.
Grudzień 1820, Adam Mickiewicz, Wybór pism, Warszawa 1952

Kazimierz Przerwa-Tetmajer Któż nam powróci…

Któż nam powróci te lata stracone
bez wiosennego w wiośnie życia nieba?…
Wołają na nas, że w złą idziem stronę,
precz o świat troskę rzucając powinną,
a czy pytają się nas, co nam trzeba
i czyśmy mogli obrać drogę inną?
Kto z was policzył te gorzkie godziny
daremnych pragnień, żrących naszą duszę?
Kto zmierzył smutku naszego głębiny
bez dna i brzegu? Kto wie, jakie ducha
niepodległego straszne są katusze,
gdy zerwać swego nie może łańcucha?
Spójrzcie nam w mózgi – – zgryzły je, strawiły
wrodzone ludziom daremne pragnienia.
Wołacie na nas: „Jesteśmy bez siły,
dajcie nam słowa wiary i otuchy” – –
a nam któż daje słowa pocieszenia?
A któż mdlejące nasze wzmacnia duchy?
Któż nam powróci te lata stracone
bez wiosennego w wiośnie życia nieba?…
Chcecie w nas widzieć dźwignię i obronę,
żądacie od nas zbawień i pomocy,
lecz my, z waszego wykarmieni chleba,
jak wy, nie mamy odwagi i mocy.
1894 Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Poezje, Warszawa 1980
[/spoiler]

Wypracowanie – przykład z arkusza CKE

     Konflikt pokoleń to temat często występujący w literaturze; czasami przedstawiany jest jako niezgoda w rodzinie (Witold i Benedykt Korczyńscy), innym razem jako konflikt pokoleń literackich albo całych generacji. Zawsze wynika ze sprzeczności postaw wobec świata właściwych dla „młodych” i „starych”. Bunt wobec zastanego porządku, pragnienie i gotowość zmieniania świata, „synowie” przeciwstawiają zachowawczości „ojców”.
Problem ten przedstawiony jest w analizowanych wierszach.
     Zarówno „Oda do młodości” Adama Mickiewicza, jak i utwór Kazimierza Przerwy – Tetmajera „Któż nam powróci…” zostały napisane w XIX wieku: klasycystyczna w formie a romantyczna w treści „Oda…” na początku (w 1820 roku), dekadencki wiersz u jego schyłku (w 1894). Tworząc te teksty, obaj poeci mieli ponad dwadzieścia lat, obaj wypowiedzieli się w imieniu swojego pokolenia (zastosowana forma liczby mnogiej: „ze słabością łamać uczmy się”, „Opaszmy ziemskie kolisko!/ Zestrzelmy myśli…”, „któż nam…”, „czy pytają nas”), obaj przedstawili w wierszach pokolenie swoje i generację ojców. Pomimo tak ważnych zbieżności są to utwory diametralnie różne, co uwidacznia się już podczas pierwszej lektury. Czy wynika to tylko z czasu, w którym żyli? Początek wieku zazwyczaj nastraja optymistycznie, niesie nadzieję na korzystne zmiany i wiarę w ich realizację, koniec wieku to czas podsumowań, często przynoszących rozgoryczenie i przeświadczenie o zmarnowanych szansach.
„Oda do młodości” jest bardzo dynamiczna, pełna zapału do działań zmieniających świat i wiary w ich skuteczność. Przedstawiciel młodego pokolenia stawia sobie i innym wysokie wymagania, tylko pozornie nie do zrealizowania. Ma bowiem poczucie nieograniczonych możliwości i siły, które daje młodość („Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga / Łam, czego rozum nie złamie: / Młodości! Orla twych lotów potęga.”). Siła ta przezwycięży racjonalne podejście do świata i przeciwstawi się doświadczeniu. Poeta wzywa więc młodych do pracy nad sobą, by zmienić świat. Pragnie uszczęśliwić całą ludzkość, chce razem z rówieśnikami „ruszyć bryłę z posad świata”, jak nazywa Ziemię. Działaniem młodych chce objąć cały kosmos. Tym szlachetnym celom towarzyszy radość wspólnego działania, gotowość do poświęceń.
     Tej determinacji i wiary w skuteczność podejmowanych działań brak młodym z końca wieku, w których imieniu wypowiada się Tetmajer („nie mamy odwagi i mocy”). Wyznaniu światopoglądowemu towarzyszy odpowiedni nastrój, inny w każdym utworze. U Mickiewicza aż skrzy się od zdań wykrzyknikowych wyrażających wielkie emocje i przekonanie o możliwościach realizacji wszystkich zamierzeń, u Tetmajera dominują niedopowiedzenia, pytania retoryczne, wprowadzające atmosferę rezygnacji, rozczarowania i niemocy. Ramę kompozycyjną wiersza Tetmajera tworzy powtórzenie, które wyraża poczucie straconej młodości. W „wiośnie życia” jego rówieśnicy nie widzieli „wiosennego nieba”, będąc młodymi nie odczuwali radości, energii, pragnienia zmiany świata. Pytania retoryczne ujawniają świadomość bezpowrotnej straty. Poczuciu straty towarzyszy żal adresowany do starszego pokolenia, które obarczyło młodych niechcianym dziedzictwem braku siły i odwagi. Młodzi w wierszu Tetmajera są osamotnieni, nieakceptowani, niezrozumiani. Świadomie odrzucili powinność „troski o świat”, nie podjęli działań społecznych i politycznych. Z wiersza nie dowiemy się, jakie idee zastąpiły stare. Jeśli uwzględnimy światopogląd końca XIX wieku, kształtowany przez obsesje katastroficzne i filozofię Schopenhauera, możemy stwierdzić, że młodzi nie wskazali kierunku swoich działań. Tetmajer wyjaśnia w wierszu przyczyny postawy zdominowanej przez rezygnację. Takie zwroty, jak: „gorzkie godziny daremnych pragnień”, „smutku głębiny”, „straszne katusze ducha niepodległego” hiperbolizują wizję życia zdeterminowanego przez los, życia skazanego na cierpienie.
Z bezsilności wobec przeznaczenia wynika postawa dekadencka. Młodzi z końca XIX wieku odżegnują się od swej tradycyjnej misji i o to ma do nich żal pokolenie odchodzące. Z perspektywy młodych przyszłość jawi się jako katastrofa. Jednak młodzi dekadenci nie mają poczucia winy. Wybór drogi donikąd jest w ich przekonaniu koniecznością wyrosłą z niewiary ojców. Odchodząca generacja oczekuje, że młodzi uczynią świat lepszym, rozwiążą jego problemy, dodadzą ojcom siły i otuchy. Te oczekiwania pozostaną niespełnione. „Młodzi” – karmieni chlebem niemocy – również są bezsilni. Młodzi z końca XIX wieku w istocie nie różnią się od starych.
     O ile w tekście Tetmajera znajdujemy zacytowane poglądy starszej generacji, o tyle w wierszu Mickiewicza pokoleniu „starych” nie został oddany głos. Jest ono charakteryzowane tylko przez młodych, do których adresowana jest wypowiedź młodego romantyka. W niezwykle ekspresywnych słowach zarzucił on pokoleniu klasyków oświeceniowych konserwatyzm, marazm, skostnienie. Bierność poprzedniej generacji utrwala stary, niedobry porządek w świecie. Rzeczywistość ta skazana jest na rozkład, obumieranie. Nadszedł czas młodych, których zapał, bezinteresowność, zaangażowanie pozwoli zmienić świat.
     Oba wiersze w różny sposób pokazują odwieczny konflikt pokoleń: Mickiewicz nadał swojemu wierszowi kształt dynamicznego manifestu, Tetmajer – formę żalu i skargi. Postawa przedstawiciela romantyków jest aktywna i pełna optymizmu i wiary w skuteczność działania, natomiast reprezentant młodych z końca wieku jest bierny, pesymistyczny i przekonany o własnej bezsilności. Przed pokoleniem początku XIX wieku jest piękna przyszłość, pokolenie schyłku wieku jest w swoim mniemaniu stracone.

STATYSTYKA: 737 wyrazów

Zwróć uwagę na realizację tematu kompozycję, strukturę, akapity, słownictwo itp.

Matura 2007 wypracowanie przykład CKE 2

Analizując fragmenty Przedwiośnia i Granicy, porównaj kreacje matek. Określ wzajemne relacje między matką i dzieckiem, wykorzystując także znajomość
utworów.

[spoiler]

Stefan Żeromski Przedwiośnie

Matka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych obyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała na jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej gardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. […]
To obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne, złowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był osobą – ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną. Cień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy! Musiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się w plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią iść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą niedołężnej bierności. Cierpiała nie mogąc dać sobie rady. Trwoga o syna, który się jak na złość zlisił, dobijała ją. Jedyną ulgę znajdywała w ciągu nocy, kiedy chłopak twardo spał.
Słyszała wtedy jego oddech, wiedziała, że jest obok niej i że mu nic nie zagraża. Ale sama wtedy nie spała. Popadła w bezsenność. Wolała jednak bezsenność białej nocy niż trwogę białego dnia. Och, jakże dobrze jej było przyczaić się na legowisku, zasunąć się w kąt i patrzeć na śliczną głowę chłopca, owianą gęstwiną falistej czupryny i – patrząc tak na niego – o nim marzyć!… Jakiż śliczny, jakiż ukochany ten łobuz, ten urwis, ten włóczykij i zawalidroga!
Co mu się też śni – co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła?
Co też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? […]
A patrząc tak na główkę jedynaka, głęboko rozważała: “Któż to jest, na Boga! ten chłopiec?
Oto tajemnica niezbadana poczęła go w niej. Oto był maleńki i niedołężny – kruszyna cielesna, byt zależny jedynie od niej – cząstka jej całości, jak gdyby nowy organ jej ciała, ręka lub noga… Wykarmiła go, wypielęgnowała, wyhodowała. Z roku na rok rósł w jej rękach, w jej oczach, w jej objęciu. Każdy dzień jego zależał od niej, z niej się poczynał, na niej się kończył. Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew. A oto teraz obcy się staje i złowieszczy. Obraca się przeciwko niej. Z niego płynie na nią jakieś złe. Bezgraniczna miłość ku niemu przekształca się i przeradza na krzywdę słabego jej ciała i ducha omdlałego. Gdyby go tak bezgranicznie nie kochała, cóż by jej było, choćby się psuł i, gdzie chce, hasał! Ale on bije w miłość, targa tą siłą, którą go obdarzył jej słaby ostatek mocy”.

1925
Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1984

Zofia Nałkowska Granica

Elżbieta [opiekując się chorą panią Kolichowską] pomyślała o matce, która nie pielęgnowała jej nigdy w chorobie. Och, tamtej urody nie uszkodziły lata. Ostatniej wiosny napatrzyła się jej do woli. Uczuła jeszcze teraz zapach powietrza, gorzki od nagrzanych południowych liści. Stała za matką na dużym balkonie nadwodnej willi. […] Matka była zdenerwowana, naprzód spieszyła się, a teraz czekała niecierpliwie. Lepiej było milczeć. Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej sukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy guziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich samych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane jasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była do każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka – bez jednej zmazy. Była czymś najpiękniejszym, co się da pomyśleć. Była bezużyteczna, była tylko do ozdoby. Jak można mieć taki profil i żeby to było żywe!
Nie była matką, była zwyczajnie drugą kobietą. Jej piękność, jej cała jakość była tylko męczarnią. Maskowała się tak niedbale. Obie ręce trzymała na poręczy balkonu – i także te ręce były piękne i miały koralowe paznokcie. Bez słowa patrzyła przed siebie, ściągając brwi. Ale nie na jezioro. Ani na góry tamtego brzegu – lekkie, jakby wydmuchane z niebieskiego kurzu, ani białe żagle, nadciągające po wodzie świetlistej i zielonej jak grynszpan – nie były dla niej warte widzenia. Patrzyła na kratę małej bramy w murze, bo tędy miał znowu teraz przyjść któryś z jej mężczyzn.
Nie uśmiechnęła się, gdy wszedł. Uśmiechała się niezmiernie rzadko, była piękna pochmurnie i gniewnie. Ale za to jej uśmiech znaczył o wiele więcej niż u innych. Był nie tylko łaskawy i dziecinnie niezaradny, był jeszcze pełen dobroci. Dlaczego Elżbieta myślała o niej, że jest niedobra?

1935
Zofia Nałkowska, Granica, Warszawa 1984

[/spoiler]

WYPRACOWANIE – przykład z arkusza CKE

     Ani w „Przedwiośniu”, ani w „Granicy” matki nie są postaciami głównymi. Ich kreacje służą przede wszystkim charakteryzowaniu dorosłych już dzieci, objaśnianiu ich decyzji i relacji z ludźmi.
     Powyższe fragmenty pokazują bardzo różne, wręcz kontrastowe portrety matek. W obydwu fragmentach narracja poprowadzona jest z punktu widzenia bohaterek (z wykorzystaniem mowy pozornie zależnej), z tą różnicą, że w pierwszym fragmencie mamy perspektywę matki myślącej o jedynym dziecku, w drugim natomiast – dorosłej jedynaczki wspominającej spotkanie z matką. Na kreację tak różnych portretów musiała mieć wpływ biografia obojga twórców: Żeromski bardzo wcześnie stracił matkę i tęsknił za nią długo, Nałkowska natomiast miała bardzo dobry kontakt tylko z ojcem.
     Jadwiga Barykowa, bohaterka „Przedwiośnia”, była Polką zamieszkałą w Rosji, do której wyjechała wraz z mężem poszukującym pracy i kariery urzędniczej. Nieznająca języka i obyczajów w rosyjskim mieście czuła się obco. Wszystko w nim było dla niej nowe i groźne, wszystkiego się bała. Ponadto była kobietą niepewną swego miejsca w świecie i dlatego całkowicie uzależnioną od męża. Samotność i lęk przed życiem zaczęły jej doskwierać szczególnie wtedy, gdy Seweryn Baryka wyjechał na wojnę, a ona została w Baku tylko z synem. Teraz musiała przejąć obowiązki głowy rodziny, być aktywną, organizować życie własne i syna. Dotychczas żyjąca w cieniu męża i podporządkowana jego woli, z trudnością odnajdywała się w nowej rzeczywistości. Osamotniona, i zagubiona, martwiła się o swojego jedynaka, którego przyszło jej wychowywać w niespokojnych i groźnych czasach rewolucji. Kochała go nad życie i drżała z lęku, gdy tylko znikał jej z oczu. Z synem czuła więź szczególną, zrozumiałą dla matek pielęgnujących swoje małe dzieci i obserwujących, jak rosną, dojrzewają, stają się samodzielne.
[Żeromski tak pięknie, tak poetycko o tym pisze: „Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły.  Nastawiła i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew.”]
     Bolało ją to, że dojrzewanie dziecka zbiegło się z działaniami rewolucjonistów, którzy mieli ogromny wpływ na jej syna. Pod wpływem komunistów chłopiec stawał się „obcy i złowieszczy”. Cierpiała, że nie może znaleźć z nim porozumienia, że syn ją odtrąca.
     Wielka, wszystko wybaczająca, cierpliwa miłość, którą Cezary był otoczony, wydała plon. Cezary, zbuntowany, egoistyczny, często impertynencki wobec matki i nieczuły, z czasem zaczął patrzeć na matkę tak, jak ona patrzyła na niego, czyli z troską i niepokojem. Zauważył, że jego matka wygląda na dużo więcej lat niż ma. Dostrzegł, że schudła i jest coraz słabsza. To spowodowało, że poświęcał jej więcej czasu i wreszcie nie tylko z uwagą słuchał, co mówiła, ale zastanawiał się na jej sądami o nowej rzeczywistości. Docenił jej przenikliwość w opiniach, mądrość wynikającą z szacunku dla drugiego człowieka i jego dorobku. Boleśnie odczuł jej śmierć i zbezczeszczenie zwłok. Trudno było mu pogodzić się z jej brakiem.
     W drugim fragmencie („Granica”) postać matki jest inna. Przede wszystkim należy powiedzieć o tym, co głównie boli córkę, czyli brak matki podczas choroby. Dla niej jako dorosłej kobiety matka jest po prostu inną kobietą. Elżbieta postrzega matkę jako piękną, elegancką, zadbaną kobietę niecierpliwie oczekującą na mężczyznę, który nie nadchodzi. Córka dostrzega niepokój matki, wysiłek zmierzający do ukrycia irytacji i obaw związanych z nieobecnością owego mężczyzny. Pomiędzy nią i matką nie ma porozumienia i uczuć, jakie zwykle są między tak bliskimi sobie osobami. Bo pani Biecka – Niewieska wcale nie jest bliska Elżbiecie. Na pewno bliższa jej jest pani Kolichowska, ciotka, która ją wychowywała, gdy matka ją odtrąciła. I chociaż teraz Elżbieta więcej rozumie z zachowań i decyzji matki, to jednak ma żal, że nie była ukochaną jedynaczką, z troską i niepokojem pielęgnowaną w chorobie. Nawet gdy dostrzega pełen dobroci uśmiech matki, nie może stłumić w sobie przekonania, że jest niedobra. Jednak potrzebowała matki, szukała jej, pragnęła jej się zwierzyć z kłopotów związanych z przeszłością narzeczonego Zenona.
Odwiedziny u matki nic nie zmieniły w ich stosunkach. Pani Biecka – Niewieska – zajęta przede wszystkim sobą – nie umiała i nie chciała zaangażować się
w sprawy dorosłej córki. Tak jak w dzieciństwie nie otoczyła jej miłością, tak teraz nie jest zainteresowana jej życiem. Nieobdarzona matczyną miłością
Elżbieta, nie potrafi kochać matki. Nadal są to zdystansowane wobec siebie kobiety, zajęte swoimi problemami. Pomimo tego Elżbieta w trudnej sytuacji
życiowej nieświadomie powiela wzór matki i pozostawia swoje dziecko pod opieką rodziny, a sama wyjeżdża do Warszawy.
     Z porównania dwóch różnych portretów matek i ich relacji z dziećmi wynika, że to, co dziecko otrzyma w dzieciństwie od matki, determinuje jego przyszły los i postawy wobec ludzi. Cezary, nauczony miłości, będzie bardzo wrażliwy na krzywdę innych ludzi, Elżbieta wychowywana bez matczynej miłości będzie zdystansowana i pełna rezerwy wobec innych. Chociaż zdarzy się, że zareaguje na nieszczęście innych, będą to sytuacje sporadyczne, najczęściej w jakiś sposób związane z jej życiem.

STATYSTYKA: 772 wyrazy

Zwróć uwagę na realizację tematu kompozycję, strukturę, akapity, słownictwo itp.